24 adwentowe okienka

Miałam niebywałą okazję zajrzeć do czyjegoś umysłu. A nawet do całej gromady umysłów licealistów, czyli słynnego pokolenia Zetek. Przede mną stała uczennica, która z entuzjazmem tłumaczyła mi kulisy powstawania słynnych shortsów*. Objaśniała, jak najlepiej nagrać kalendarze adwentowe z cytatami z literatury w języku angielskim. W tym roku otrzymają je wszyscy uczniowie. Każdego dnia, delektując się czekoladkami i skrupulatnie odliczając dni pozostałe do Świąt Bożego Narodzenia, będą poddawali swoje umysły krótkiej, egzystencjalnej refleksji.

Przeczytaj również: recenzja młodzieżowej książki „Tschick“ Wolfganga Herrndorfa

Kalendarze adwentowe z sentencjami to efekt działań szkolnego koła literackiego. Jego misją jest tworzenie wewnątrzszkolnych projektów, dzięki którym uczniowie czytają w językach obcych. Nazwę klubu „Read & Reach” wymyślili sami uczniowie, łącząc słowa „czytać” i „sięgnąć (żeby złapać)”, nawiązując w ten sposób do chłonięcia wiedzy podczas czytania w języku obcym. Skrót „R&R” szybko skojarzył się Zetkom z komiksowym dinozaurem, który w dymku wydaje dźwiękonaśladowcze frazy typu „RAR!”, „ROAR!” czy „RAWR!”. Było więc oczywiste, że to właśnie on będzie w centrum naszego logo.

Pozostało już tylko narysować komiksowego stwora. Od tego mamy specjalną sekcję plastyczną. To dwie niezwykle utalentowane dziewczyny, które szybko namalowały głowę dinozaura. Takiego z szeroko otwartą paszczą, długimi pazurami, któremu w miejscu błon szyjnych wyrasta seria pojedynczych kartek stylizowanych na strony z powieści. Pod spodem widnieje dumna nazwa klubu „Read & Reach”. W skład zespołu wchodzi pięć uczennic i ja, czyli pani od niemca. Tworzymy zgraną kombinację dwóch światów: młodzieżowego i tego, który od przeszło dwudziestu lat przy każdych swoich urodzinach powtarza, że właśnie skończył 18 lat.

Celem R&R jest zachęcanie innych do czytania w językach obcych. Kiedyś, miejmy nadzieję, ruszymy z naszym dinozaurem na podój świata i nakłonimy też pozostałe Zetki, a nawet Alfy, do czytania. Regułę „Czytaj 1/3 książek w języku polskim, 1/3 w języku angielskim i 1/3 w drugim języku obcym, którego się uczysz” wymyśliłam sama. W pełni w nią wierzę, i może właśnie dlatego o kilku lat tak kurczowo się jej trzymam.

Wróćmy jednak do sprawy shortsa z kalendarzem adwentowym w roli głównej. Z ust licealistki usłyszałam, że nagranie musi być dynamiczne. Jeśli trzymam kalendarz to mam nim poruszać albo przynajmniej ruszać komórką, żeby obraz nie był statyczny. Ma się dziać, bo inaczej Zetki nie będą oglądać. Do tego dużo kolorów, narracja przykuwająca uwagę i muzyka. Najlepiej jakby jeszcze w tle coś skakało.

Pomyślałam, że dla Zetek to taka odwrotność tradycyjnej lekcji w szkole. Gdzie obraz nauczyciela przy tablicy jest raczej statyczny, narracja dość monotonna, a zaskoczenie buduje zwykle niezapowiedziana kartkówka. Nic tam nie skacze i nie pląsa po scenie, a rzeczywistość jest łatwa do przewidzenia. Oczywiście życie to nie teatr, więc tyle adrenaliny w jednym momencie dostarczyć nie może. Ale przynajmniej może próbować wzbudzać zainteresowanie poprzez większe angażowanie uczniów.

Dlatego oddanie doboru cytatów do kalendarza adwentowego w ręce Zetek okazało się strzałem w dziesiątkę. Bo podczas gdy moja głowa szybuje zwykle w refleksji nad pojęciami ogólnymi, typu „szczęście” czy „sztuka życia”, ich głowy chwytają to co buduje teraźniejsze „ja”. W literaturze szukają odpowiedzi na ważne pytania, jak to: „Dlaczego wczoraj byłam/byłem jedną osobą, a dzisiaj, po obudzeniu się, myślę i czuję już zupełnie inaczej?”. Albo: „Czy zakładając maskę przed innymi, tak bardzo maska ta wrasta mi w twarz, że pewnego dnia już nie wiem, co jest moją maską a co prawdziwą twarzą?”.

(Nie)zwykle 24 adwentowe okienka szkolnego klubu R&R, a w każdym inna literacka myśl: o byciu i dorastaniu; o zmianie i poszukiwaniu stałości; o tu i teraz. Cytaty skłaniające do refleksji, z których każdy uczeń ma wybrać jeden, który najbardziej do niego przemawia i jeden, który najmniej. W styczniu, na angielskim, Zetki będą siedzieć w kręgu i omawiać wybrane sentencje. Przy tym żywo dyskutować w poczuciu, że to, o czym rozmawia się na lekcji, jest faktycznie o nich. A nie, że zostało wymyślone przez jakiegoś boomera** całkiem spoza ich świata.

Kolejne działania naszego klubu koncentrujemy na drzwiach. A dokładnie tych od sali klasy trzeciej. To tam umieścimy portret Małego Księcia. Będzie miał na szyi prawdziwie polarowy długi, żółty szalik. Obok niego przykleimy czerwoną różę. I sentencję: „Moja róża potrzebowała mnie; a ja odkryłem, że pomagając jej, sam stawałem się lepszy”.

Całość w języku angielskim tak jak i cytaty z literatury, które umieścimy w specjalnej skrzynce z napisem: „Cytat na drogę”. Każdy, kto kupi ciasto na kiermaszu naszych szkolnych wolontariuszy (zbiórka na szczytny cel), będzie mógł wylosować i zabrać do domu jedną sentencję. Taką od serca, o pomaganiu i byciu dla innych. Chcąc nadać temu wydarzeniu właściwą rangę, daliśmy mu nazwę Dzień Żółtego Szalika. Być może i ten żółty szalik doczeka się swojego shortsa. Choć w tej kwestii muszę się jeszcze od Zetek bardzo wiele nauczyć. I całe szczęście – bo edukacja powinna działać w dwie strony.

* Bardzo krótkie filmiki wrzucane do mediów społecznościowych
** To osoba, która nie nadąża za zmianami, mówi „za moich czasów” i myśli „po staremu”

Anna Kalocińska – nauczycielka niemieckiego w warszawskim LO. Miłośniczka czytania książek w językach obcych i założycielka bloga o nauce przez czytanie: www. annakalocinska.com . Wcześniej pracowała jako dziennikarz zajmując się sprawami społeczno-politycznymi.